Ubrana na czarno, zakapturzona postać przemykała między rogatkami
miasta. Nie chciała, by ktokolwiek ją zobaczył, gdyż nie należała do
tego miejsca. A może jednak? W jej umyśle czasy mionione od dawna
zajęły miejsce czasów nowożytnych. Zaczytana w historycznych
szpargałach, siedząca przy nikłym świetle al-Kahinat była częścią
starożytności i średniowiecza, tak jak te dwa okresy były częścią niej.
Patrzyła na budowę monumentalnych świątyni, stawała w szranki z
nasprawniejszymi rycerzami królestwa. A także przemykała się niczym
skrytobójca, w mnisich szatach, trzymając sztylet w dłoni.
Wieczny Historyku, ty najlepiej wiesz, co działo się w mojej duszy, gdy sunęłam w mej wyobraźni ku niewidocznym celom.
I teraz, bujając się na huśtawce z drewna, patrząc na krucjatę
ubranych w czerń indywiduów , zastanawiam się, kiedy ubiegłe wieki
upomną się o mnie.
Myśl. Jedno wydarzenie mogłoby ukształtować życie zupełnie inaczej, nadać nowe
znaczenie rzeczom i wytyczyć nową, być może całkiem odmienną drogę...Ta myśl
sprawia, że czasami patrzę wstecz, dochodząc do tych wspomnień, które są
odbiciem wydarzeń rzutujących na moje życie w największym stopniu...
Ono
jest ciągiem wyborów, jednych prostych, drugich trudniejszych, jednych
przemyślanych, drugich po prostu głupich. Jest linią, która całkiem prosta w
momencie naszych narodzin, rozgałęzia się w miarę upływu lat tak bardzo, że
drogi, którymi mogliśmy pójść, ale zostały odrzucone, mogłyby utworzyć nową
rzeczywistość.
Łatwiejsze drogi często wiodą donikąd. Trudniejsze, nawet
jeśli są odpychające żmudnością przeciwstawianych nam działań, są często jedynym
właściwym wyborem.
Wolę teraz nie myśleć, co by było, gdybym wtedy
wybrała łatwiejszą drogę...Optymizmem napawa mnie jednak fakt, że często widzę,
dokąd łatwa droga prowadzi...i odrzucam ją szybko, stając na rozdrożu z jasno
wytyczonym kierunkiem...Jednak należy pamiętać o tym, że podobna percepcja nigdy
nie jest w każdym przypadku niezawodna...Pamiętać zawsze.
Cichy, prawie pieszczotliwy oddech kota, który zwinął mi się w kłębek na kolanach. W ten chłodny dzień jest promykiem ciepła, przedzierającym się przez świszczący ryk wiatru, który oplata mnie niczym swoją oblubienicę. Mój własny sztorm, moje własne myśli. Dryfuję niczym porzucony okręt, pomiędzy wyspami marzeń, falami wątpliwości i połamanymi masztami szans. Obieram drogę, tak naprawdę nie znając kierunku, nawigator wśród wzburzonych bałwanów, z zawężoną widocznością.
Mój własny sztorm, moje własne myśli.
Kot dołączył się do gwizdka bosmana swoim kojącym mruczeniem...
Interesujące jest to, jak głupcy posiedli świat, a jednostki wartościowe zostały
zepchnięte do ról omal uwłaczających, nie pozwalających im często dojść do
głosu, podczas gdy masy urządzają po swojemu swoją rzeczywistość. Czasem ktoś
zauważy to, co się dzieje wokół niego i jego intelekt protestuje przeciw takiemu
układowi.
Niestety. Głupców jest więcej. I zawsze będzie ich więcej,
wystarczająco dużo, by stać się większością świata.
Wpłynąć na to nie
mogę, ale moje odczucia w tym względzie są skrystalizowane, a sama ja patrzę z
niechęcią na to, co mnie otacza. Świat tworzony przez głupców to nie świat dla
mnie - jednak w takim przyszło mi żyć.
Jak nam wszystkim.
Lubię szmery. Szur szur. Za ścianą. Niepokojące odgłosy starego domu wydobywają się spod boazerii, zapraszając mnie, bym wzięła udział w tej niewinnej zabawie i rozpoczęła poszukiwania. Z zawziętą miną archeologa, który dostał właśnie zadanie odkrycia największej archeologicznej zagadki świata nadstawiam uszy niczym kot.
Lubię szmery. Szur szur. Bo odgłosy biorące się z niewiadomego źródła są ekscytujące i nadają mi poczucie nierealności.
Lubię szepty. Szeptu szeptu. W nocy, gdy wszyscy śpią, tajemnicze głosy wyznają swe tajemnice. Jakże trudno wtedy zakopać się w kołdrę i nadal spać.
Miałam sen. Świat należał do mnie, oddając mi całe swe żniwo, nieżywe ciała mych największych wrogów ścielały się u moich stóp. Zasiadałam na tronie, a mroczna armia składała mi hołd.
Diagnoza Syriusza: Za dużo "Kronik Riddicka".
Diagnoza Kata: Jestem coraz bliżej mego celu, coraz bliżej...
Jakikolwiek wpływ ma na mnie Królowa Noc, nie jest to wpływ przemożny. Jestem kochanką dnia, namiętną kochanką, która oplata się w promienie słoneczne niczym w welon, po czym skacze ze skały, by rozbić się jak świetlista kula na drobne atomy, błyszczące i rażące oczy przypadkowego obserwatora. Dzień nadaje mi życia, dzień nadaje mi moc, bym mogła przemyśliwać o podboju świata doczesnego. W nocy dosięga mnie częściowa apatia, oczy stają się bardziej świetliste, jednak widzą o wiele mniej. W nocy myśli płyną innym biegiem.
Widzisz mnie, jak stoję na samym krańcu świata, trzymającą nitki w swych dłoniach. A do nitek przyczepione są ręce i nogi mych niewolników, tych, którzy oddali mi swe życie w zamian za możność patrzenia na moją przemianę w żywe światło.
Półmroczna dusza półświetlista. Pełna sprzeczności, ale nie wahań. al-Kahinat.